|
Communic - Coś kryje się w mroku
Po raz pierwszy z nazwą Communic zetknąłem się pod koniec ubiegłego roku, gdy, przygotowując się do kolejnego wywiadu, szukałem jakichś materiałów na stronie duńskiej firmy promocyjnej IntroMental. Ciężko mi powiedzieć, dlaczego właśnie ta nazwa przykuła moją uwagę, ale co mnie tknęło, żeby sprawdzić, co też reprezentuje sobą ta, jak już zdążyłem przeczytać, norweska ekipa. Odpaliłem zamieszczone na stronie sample i chwilę później omal nie spadłem z krzesła. To było to! Rasowe granie łączące w sobie elementy heavy metalu i thrashu przyprawione nutą progresji, a nad całością unosił się klimat przywodzący na myśl dokonania Nevermore. Niezwłocznie zwróciłem się z probą o materiał demo do lidera grupy Oddliefa Stenslanda, krążka jednak nie otrzymałem, ponieważ, jak się okazało, Communic podpisał włanie kontrakt z Nuclear Blast i otrzymał odgórny zakaz rozsyłania jakichkolwiek materiałów do czasu premiery debiutanckiego albumu. Nie pozostało mi więc nic innego, jak czekać na debiutancki krążek i muszę przyznać, że warto było, albowiem "Conspiracy in Mind" to już w chwili obecnej niemal murowany kandydat do tytułu debiutanta roku 2005. Oczywistym było więc, że na naszych łamach po prostu musi się ukazać wywiad z głównym twórcą tego krążka. Niestety, później pojawiły się pewne problemy i gdy już zanosiło się na to, że wszystko skończy się wywiadem przeprowadzonym drogą internetową, z pomocą przyszedł Oddlief, który zaproponował, że zadzwoni na własny koszt, w związku z czym jedyną rzeczą, jaką musielimy zrobić, było ustalenie daty, która pasowałaby nam obu. Sądzę, że już się domyślacie, że z tym ostatnim nie było większego problemu...
HMP: Niedawno debiutowaliście na oficjalnej scenie, w związku czym pierwsze pytanie może być tylko jedno. Kiedy Communic został powołany do życia i jak wyglądały pierwsze kroki grupy?
Oddleif Stensland: Grałem w innym norweskim zespole o nazwie Scariot i to właśnie tam poznałem Tore Atle (Andersen, perkusista Communic - M.K.). Pełniłem tam funkcje wokalisty, mimo iż zawsze uważałem się przede wszystkim za gitarzystę. Śpiewanie wyłącznie cudzych kompozycji i niemocność dołożenia czegoś od siebie szybko jednak stała się dla mnie nudna. Coraz poważniej zacząłem więc myśleć o stworzeniu własnego zespołu, w którym mógłbym realizować własne pomysły. Zapytałem Tore, czy nie chciałby mnie wspomóc w pracach nad tym projektem, a on od razu się zgodził. Miało to miejsce na początku roku 2003, a po dwunastu miesiącach wspólnej gry postanowiliśmy wejść do profesjonalnego studia nagraniowego celem nagrania naprawdę solidnego materiału demo. Wiedzieliśmy, że mamy kilka naprawdę dobrych utworów, z którymi moglibyśmy coś osiągnšć, więc wyłożyliśmy całkiem sporo pieniędzy i udało nam się zrealizować krążek od strony brzmieniowej stojący na naprawdę wysokim poziomie. Wytłoczyliśmy tylko sto kopii, ponieważ nie chcieliśmy rozprowadzać go jako normalne demo. Stworzyliśmy je wyłącznie z myślą o wytwórniach płytowych, miał on nam zapewnić kontrakt. Po jakimś miesiącu udało nam się podpisać papiery z duńską firmą promocyjną IntroMental i z ich pomocą rozpoczęliśmy poważne poszukiwania kontraktu, choć już wtedy mieliśmy kilka poważnych propozycji. Dokładnie wszystkie przeanalizowaliśmy i ostatecznie zdecydowaliśmy się na propozycję Nuclear Blast. Tak docieramy do chwili obecnej, od nagrania demo upłynął rok, a na sklepowych półkach od kilku dni leży nasz debiutancki krążek. Wszystko potoczyło się dla nas błyskawicznie, ale to nie jest tak, że jesteśmy ludźmi zupełnie znikąd. Sam gram taką muzykę od ponad dziesięciu lat, podobnie nasz basista Erik (Mortensen - M.K.). Przeszliśmy naprawdę długą drogę, z czego większość ludzi nie zdaje sobie sprawy. Tak to wygląda w telegraficznym skrócie, hehe.
Czy był taki moment, w którym wszystko to, co wydarzyło się w przeciągu ostatniego roku, wydawało wam się zbyt piękne bym mogło być prawdziwe? W końcu w przecišgu roku udało wam się osišgnąć więcej, niż przez ostatnie dziesięć lat.
Tak, tym bardziej, że nigdy nie przypuszczaliśmy, że Communic może już na starcie odnieść tak duży sukces. Chcieliśmy po prostu tworzyć muzykę, której sami chętnie byśmy słuchali. Przyjęcie, z jakim spotkał się nasz krążek, jest zadziwiające.
W związku z tym, że nie miałem okazji zapoznać się z żadnym z albumów Scariot, mógłbyś mi powiedzieć, jak bardzo zawartość "Conspiracy in Mind" odbiega od tego, co robiliście z Tore Atle w tamtym zespole?
W Scariot cała muzyka była dziełem jednego człowieka, a ja od siebie mogłem dołożyć wyłącznie wokale i odpowiadałem za teksty. Oczywiście są pewne podobieństwa w tym jak śpiewam, więc od strony wokalnej różnice są najmniejsze. Sama muzyka w Scariot była swojego rodzaju kombinacją black i death metalu z lekkimi heavy metalowymi naleciałościami. Communic tymczasem bliski jest natomiast power metalowej, bądź prog metalowej stylistyce... Właściwie to sam nie wiem, jak ją określić i sądzę, że thrash metal również mógłbym w tym miejscu spokojnie przywołać. Po podpisaniu kontraktu z Communic musiałem się dobrze zastanowić nad tym, co robić dalej. Pragnąłem poświęcić się grupie w stu procentach, a nie udzielać się jednoczenie w dwóch zespołach i w każdym na pół gwizdka. Oczywiście muzycznie dużo bardziej odpowiadał mi Communic, więc.. hehe. Moi koledzy ze Scariot nie byli tym zachwyceni, ale co zrobić, tak już po prostu musi być, hehe.
Czy w dalszym ciągu podoba ci się krążek, który nagrałeś ze Scariot, "Strange to Numbers"?
Oczywiście. Scariot to był naprawdę dobry zespół, który świetnie sprawdzał się na koncertach. Ale, tak, jak powiedziałem, nie podobało mi się, że cała muzyka była dziełem jednego człowieka, a reszta nie miała nic do gadania. To był zasadniczy problem. Nie mogę jednak powiedzieć złego słowa o członkach tej grupy, po prostu zespół działa na takich, a nie innych zasadach. Dla mnie na dłuższą metę było to nie do przyjęcia.
Kontrakt z IntroMental i płyta w barwach Nuclear Blast na pewno zaowocowały również intensywną promocją. Powiedz mi, jak to wszystko wygląda i ilu wywiadów udzieliłeś do tej pory?
Sam jestem zaskoczony tym, jak wiele ich było. Mniej więcej miesiąc temu byłem w Niemczech w siedzibie Nuclear Blast, gdzie w przeciągu pięciu dni udzieliłem przez telefon około stu wywiadów. Po powrocie do domu miałem jeszcze dwadzieścia-trzydzieści kolejnych, a także coś koło trzydziestu wywiadów mailowych. To naprawdę zadziwiające, jak wielu ludzi chcę z nami rozmawiać, hehe. Nie wiem, jak wygląda to w przypadku innych zespołów, ale myślę, że dotychczas mieliśmy naprawdę dobrą promocję.
Przy takiej liczbie wywiadów mógłbyś po prostu za którymś razem nagrać wszystkie odpowiedzi i przy okazji kolejnych puszczać je z taśmy, bo jestem przekonany, że na niektóre z nich odpowiadałeś już kilkadziesiąt razy, hehe.
(śmiech) Na pewno. Ale to naturalne, mamy nowy zespół i są pytania, które ludzie po prostu muszą zadać. Nie sądzę jednak, żebym mógł tylko siedzieć i puszczać odpowiednią taśmę, hehe. Zawsze muszę dołożyć coą od siebie.
Sam skomponowałeś cały materiał, który trafił na "Conspiracy in Mind", więc wydaje mi się, że jesteś właściwą osobą, żeby opowiedzieć, jak wygląda proces twórczy w Communic. Powiedz mi, w jaki sposób najlepiej ci się komponuje, a przy okazji mógłbyś też wyjaśnić, jak to się stało, że najkrótszy utwór na płycie liczy sobie ponad szeć minut?
(śmiech) Zwykle, gdy piszę muzykę, a, tak jak powiedziałeś, to ja jestem odpowiedzialny za całą muzykę, a także teksty, nie kończę utworów. Nie przynoszę na próby w pełni gotowych kompozycji. Przedstawiam im różne pomysły, a nad aranżacjami pracujemy wspólnie, tak by ostateczny efekt był w pełni satysfakcjonujący dla każdego z osobna. Nie wiem natomiast, jak to się stało, że wszystkie utwory są tak długie. Wcale nie staraliśmy się ich szczególnie rozbudowywać, to się po prostu stało. Przypuszczam, że mogło się to wziąć z tego, że, gdy mam jeden konkretny pomysł na riff, linię wokalną, czy cokolwiek innego i pracujemy nad tym wspólnie na próbie, reszta zespołu za każdym razem dodaje coś od siebie, w skutek czego jeden pomysł zyskuje trzy bądź cztery kolejne mutacje. I tak działo się za każdym razem, pojawiały się nowe pomysły, których nie mogliśmy tak po prostu wyrzucić, ponieważ doskonale pasowały do danej kompozycji. Po ukończeniu prac nie mogliśmy uwierzyć, że utwory są tak długie. Sądziliśmy, że mają coś koło pięciu minut, a okazało się, że długość kilku oscyluje w granicach dziesięciu. W czasie gry zupełnie tego nie czuliśmy i mam nadzieję, że ludzie słuchający naszej płyty również tego nie poczują. Poszczególne utwory są na tyle zróżnicowane i tak dużo się w nich dzieje, że nie powinny się znudzić, hehe. Przynajmniej mam taką nadzieję. To właśnie był jeden z powodów, dla których nie miałem pojęcia, z jakim przyjęciem spotka się nasz album. Nie gramy niczego popularnego, wręcz przeciwnie, stoimy na uboczu i gramy naprawdę długie utwory, hehe.
Ze swojej strony mogę powiedzieć, że słuchając płyty również nie czuję, że poszczególne kompozycje są tak długie. Więcej, płyty, pomimo jej złożoności, słucha się naprawdę łatwo i można czerpać przyjemność zarówno z obcowania z nią w całkowitym skupieniu z słuchawkami na uszach, jak również, gdy leci w tle, a człowiek zajmuje się czymś innym.
Sądzę, że po części bierze się to również z samej produkcji. Płyta nie jest zbyt ciężka, a także nie jest zbyt mocno skomasowana. Niektóre zespoły grające bardziej progresywnie w pewnym momencie zaczynają wycinać takie rzeczy, że naprawdę ciężko jest zrozumieć, o co im tak naprawdę chodzi. My natomiast staraliśmy się nieco rozluźnić atmosferę poprzez przyłożenie największej uwagi do melodii i samych kompozycji. Nie chcieliśmy, by całość stała się zbyt techniczna, lub przypominała jedną wielką popisówkę. Staraliśmy się tworzyć przede wszystkim utwory dobre, a nie wymagające techniczne, choć faktem jest, że spora część muzyki zawartej ma to naprawdę techniczne granie. Technika nie stanowi jednak głównego elementu utworu.
W jakiej atmosferze przebiegała sesja nagraniowa? Goniły was terminy, czy też mogliście spokojnie pracować niczym się nie przejmując?
W studiu nie da się spokojnie pracować, bo nigdy nie ma wystarczająco dużo czasu, hehe. Sesja nagraniowa trwała trzy tygodnie i miała miejsce w Danii w studiu należącym do Jacoba Hansena. Gdy patrzę na to z dzisiejszej perspektywy myślę, że przydałby nam się jeszcze jeden tydzień, aczkolwiek nie przypuszczam, bym, nawet mając do dyspozycji dodatkowe siedem dni, mógł powiedzieć, że ze wszystkiego jestem w stu procentach zadowolony. Mimo to płyta naprawdę mi się podoba i nie słyszę zbyt wielu rzeczy, które mógłbym zmienić. Kilka jednak jest, szczególnie jeli chodzi o mix, tu i tam mogliśmy to zrobić lepiej, ale myślę, że jestem jedyną osobą, która jest w stanie wychwycić te drobne niedoróbki. To naprawdę nic wielkiego. Samo brzmienie jednak w pełni minie satysfakcjonuje, jest mocne, czyste i, o czym rozmawialiśmy wcześniej, sprawia, że płyty słucha się naprawdę łatwo.
Płytę promuje teledysk do utworu tytułowego, co, jak sądzę, stanowi główny powód, dla którego większość ludzi porównuje was do Nevermore. Co ciekawe, jest to jedyny utwór na płycie, w którym można znaleźć tak wiele odnośników do twórczości Amerykanów, w związku z czym nasuwa mi się jedno pytanie. Czy uważasz, że wybór "Conspiracy in Mind" na swojego rodzaju singla był wyborem najlepszym z możliwych? Raczej ciężko powiedzieć, że utwór doskonale oddaje zawartość płyty...
No cóż, utwór faktycznie nie oddaje w pełni charakteru Communic, ale musieliśmy się na coś zdecydować. "Conspiracy in Mind" był pierwszym utworem, jaki wspólnie stworzyliśmy i zawiera wszystkiego po trochu, więc wybór padł na niego. Na pewno ludzie oceniający nas wyłącznie na jego podstawie mogą pomyśleć, że gramy jak Nevermore, ale cała płyta to coś innego i nie spotkałem się jeszcze z opiniami ze strony ludzi, którzy słyszeli cały krążek, że gramy jak ten czy inny zespół. Do teledysku "Conspiracy in Mind" nadawało się jednak najlepiej, musieliśmy go skrócić do czterech minut, co tak nawiasem mówiąc i tak nam się nie udało i ostatecznie wersja skrócona liczy sobie minut pięć, hehe. W przypadku pozostałych kompozycji natomiast dosłownie nie byliśmy w stanie niczego wyciąć. Dodatkowo numer ten na pewno dobrze sprawdzi się na koncertach, bo ma w sobie sporo mocy i agresji. Tak więc podsumowując na teledysk nadawał się doskonale, ale ludzie, którzy sugerowali się wyłącznie nim, po usłyszeniu całej płyty z pewnością będą nieźle zaskoczeni. Na płycie jest siedem kompozycji i każda ma swój własny charakter.
Mogę to potwierdzić, hehe. Sam spodziewałem się więcej utworów w stylu "Conspiracy in Mind", a tymczasem reszta płyty jest nieco bardziej melodyjna.
Zgadza się, a wynika to z tego, że nie stawiamy sobie żadnych sztucznych granic. Nie zakładamy z góry, jak ma brzmieć dany utwór, dajemy się ponieść muzyce i wykorzystujemy wszystko, co według nas brzmi dobrze. Stąd też bierze się nasza różnorodność. Nie sądzę, by można było wybrać z naszego albumu dwa utwory i powiedzieć, że mają takie same struktury, każdy jest inny.
Powracając na chwilę do podobieństwa do Nevermore, rozumiem, że lubisz ten zespół?
Oczywiście i muszę się przyznać, że to właśnie ja jestem odpowiedzialny za obecność wpływów Nevermore i Sanctuary. W ogóle słucham głównie thrash metalu i prog metalu z przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, rzeczy takich jak Fates Warning, Queensryche, Testament, Megadeth itp. Co się zaś tyczy reszty, to nie są oni szczególnymi fanami Nevermore, a Erik, nasz basista, właściwie nigdy ich nie słyszał, więc nie ma pojęcia, skąd biorą się te porównania, hehe. Tore Atle natomiast słucha głownie death metalu i rzeczy nowocześniejszych. To inny powód, dla którego nasza muzyka jest tak różnorodna. Każdy w zespole wnosi coś od siebie, więc sądzę, że, gdyby wszyscy słuchali Nevermore, byłoby to zbyt wiele, hehe. Sam natomiast nigdy nie ukrywałem swojej fascynacji Nevermore.
Na pierwszy rzut oka spośród trzech kompozycji, które trafiły na demo, tylko dwie znalazły się na płycie. Powiedz mi zatem, co stało się z utworem "Dreamweaver"? Został odrzucony, czy też zmieniono po prostu przemianowaliście go na "They Feed on Our Fear"?
Przemianowaliśmy go na "They Feed on Our Fear", reszta pozostała właściwie niezmieniona.
Jakieś zmiany z pewnością musiały się jednak pojawić. W jakim stopniu utwory z "Conspiracy in Mind" odbiegają od swych pierwotnych wersji, które znalazły się na materiale demo?
Lekkim zmianom uległy aranżacje, ale to naprawdę nic wielkiego. Drobnej korekcie poddane zostały również teksty, ale poza tym to wciąż te same utwory.
Obraz zdobiący "Conspiracy in Mind" jest dziełem bardzo zajętego ostatnio Mattiasa Norena, który jest w chwili obecnej jednym z moich ulubionych artystów. Skąd pomysł na zatrudnienie właśnie jego? Wasza inicjatywa, czy pomysł wytwórni?
Początkowo okładkę miał zrobić dla nas ktoś inny, ale to, co nam przedstawił, zupełnie nas nie przekonało. Ludzie z naszej wytwórni też nie byli tym zachwyceni, więc postanowiłem to przedyskutować z ludźmi z IntroMental. Oni skontaktowali mnie z Mattiasem, szybko udało nam się dojść do porozumienia i krótko potem mieliśmy gotową okładkę. To również jeden z moich ulubionych artystów, więc współpraca z nim była w pewnym sensie spełnieniem marzeń. Sądzę, że jego obraz naprawdę pasuje do naszego albumu doskonale oddając jego charakter.
Porozmawiajmy chwilę o tekstach. Nie ulega kwestii, że są one dość mroczne, a także nieco niepokojące. Czy tematyka i charakter tekstów zostały w pewnym sensie podyktowane przez samą muzykę, czy też to po prostu twój styl?
No cóż, to nie jest wesoła płyta, hehe. Teksty mają dość osobisty wymiar i odzwierciedlają pewne wydarzenia z mojego życia. Największe źródło inspiracje stanowi dla mnie otaczający nas świat, sposób, w jaki się zmienia, jak również to, jaki wpływ rzeczone zmiany mają na nasze życie. Świat nie jest wcale szczęśliwym miejscem, więc teksty go opisujące również nie mogą być zbyt wesołe, a ponadto zawsze łatwiej śpiewało mi się o mrocznych rzeczach, hehe. Nie jestem osobą smutną z natury, ani nic w tym stylu... Taka forma ekspresji po prostu bardziej mi odpowiada. Co się zaś tyczy wymiaru osobistego, o którym wspomniałem, to "They Feed on Our Fear" na przykład opowiada o rzeczach, których doświadczyłem w dzieciństwie. Miałem bardzo różne koszmary i często nie mogłem spać. Staram się pisać tak, by ludzie sami zaczęli się zastanawiać nad tym, o czym tak naprawdę opowiadają, by nie były im objętne. Pozostawiam im również swobodę interpretacji.
Od pierwszego odsłuchu "The Distance" przez cały czas nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że utwór ten ma w sobie coś romantycznego. I tak właściwie to jest to utwór o miłości, mam rację?
To kolejny osobisty numer i faktycznie jest to romantyczna opowieść, z tą drobną uwagą, że, mimo iż mogłoby się wydawać, że wszystko skończy się szczęśliwym zakończeniem, szczęśliwego zakończenia nie ma, hehe. Ciężko mi sprecyzować, o co dokładnie chodzi w tekście, ale na pewno były tam zaangażowane pewne romantyczne uczucia. Niestety, nie wyszło...
No cóż, nikt nie powiedział, że zawsze wszystko musi mieć szczęśliwe zakończenie.
Zgadza się, szczęśliwe zakończenia to dzisiaj rzadkość, hehe.
Zamykający album utwór "Silence Surrounds" przedstawia apokaliptyczną wizję. Sądzisz, że czas powoli się dopełnia?
Nikt nie wie, kiedy nastąpi koniec, ale nie sądzę, by mogło się to zdarzyć w najbliższej przyszłości. Przypuszczam, że ciężko zrozumieć, co tak naprawdę miałem na myśli i... mówiąc szczerze, nie bardzo wiem, jak mógłbym to wytłumaczyć, hehe. W pewnym sensie doskonale oddaje ona charakter okładki, obraz i samą kompozycje postrzegam w ten sam sposób. Mówiąc ogólnikowo tekst opisuje nasze położenie we współczesnym świecie, a sytuacja wygląda tak, że zewsząd otaczają nas niebezpieczne rzeczy. Głównym tematem utworu pozostaje jednak wojna, którą każdego dnia możemy oglądać w telewizji. Mówiąc szczerze nie wiem, czy to, co właśnie powiedziałem, miało jakiś sens, hehe.
Aż tak źle nie było, hehe. W kwietniu czeka was trasa z Graveworm i Ensiferium, powiedz mi, co sądzisz o takim zestawieniu zespołów?
Na pewno jest mocno zróżnicowane, w skutek czego na koncertach powinni się zjawić bardzo różni ludzie. Ale to dobrze, dzięki temu ci siedzący na co dzień w nieco innych klimatach, będą mieli okazję posłuchać czegoś nowego. Nie znam zbyt dobrze twórczości obu grup, ale wiem, że Ensiferium gra folk metal, a Graveworm to coś pomiędzy black i death metalem. A do tego wszystkiego będziemy my grający progresywny power/thrash metal. Powinno być naprawdę ciekawie i nie mogę się już doczekać pierwszych koncertów. Dotychczas zagraliśmy tylko dwa i oba miały miejsce w przeciągu ostatnich dwóch tygodni, hehe. Nasz pierwszy oficjalny koncert miał miejsce w Danii czternaście dni temu, gdzie wystąpiliśmy przed Evergrey. Byliśmy trochę stremowani, ale wszystko poszło bardzo dobrze.
To zabawne, ale, gdy szukałem w głowie zespołów, których muzyka najlepiej pasowałaby do waszej na koncertach, pierwszym, który przeszedł mi do głowy, był właśnie Evergrey.
Na pewno potrafilibyśmy się dogadać, hehe. Na koncercie, o którym wspomniałem, łącznie grało siedem zespołów. Gwiazdą wieczoru był oczywiście Evergrey, a przed nimi wystąpił Mercenary, którzy grają naprawdę niezłą muzykę, a trzeci od końca byliśmy my. To był świetny zestaw i sądzę, że taki skład na trasie koncertowej sprawdziłby się nawet lepiej niż ten, który mamy obecnie. Tak czy inaczej jednak po prostu nie możemy się doczekać pierwszych koncertów.
Czy na trasie będzie was wspomagał drugi gitarzysta, czy też sam zmierzasz się zająć wokalami i wszystkimi partiami gitar?
Wszystkie partie gitar zamierzam grać sam, więc z pewnością będzie to dla mnie spore wyzwanie, hehe. Co się zaś tyczy ludzi z zewnątrz, to na kilku koncertach wspomagać nas będzie Peter Jensen, który zarejestrował dla nasz wszystkie partie klawiszy. Sądzę, że dzięki temu, będziemy w stanie w większym stopniu oddać klimat płyty. Nie może być z nami zawsze, więc na niektórych koncertach będziemy grali jako klasyczne trio, ale to również się sprawdza. Śpiewanie i granie na gitarze to dla mnie spore wyzwanie, ale póki co udaje mi się temu podołać. Próbowaliśmy gry z kilkoma gitarzystami, ale nic z tego nie wyszło. W jakiś sposób utwory traciły na dynamice i odnoszę wrażenie, że druga gitara to było po prostu zbyt wiele. Na dotychczasowych koncertach graliśmy już zarówno z Peterem jak i bez niego i w obu przypadkach wszystko poszło świetnie, więc naprawdę nie widzę powodu, dla którego mielibyśmy ciągać drugiego gitarzystę. Sam radzę sobie dość dobrze, a poza tym zespół na żywo wypada naprawdę ciężko.
Pytam o drugiego gitarzystę, ponieważ partie gitar momentami są naprawdę wymagające, a i linie wokalne do szczególnie łatwych nie należą. Czy nie jest tak, że w związku z tym, że przez cały czas musisz być maksymalnie skoncentrowany, możesz nie być w stanie czerpać przyjemności z grania na żywo?
Nie. Choć oczywiście pełna koncentracja jest nieodzowna i dlatego przed koncertami nigdy nie piję, hehe. W taki sposób utwory te zostały skomponowane, w ten sposób gramy je na próbach, więc w chwili obecnej naprawdę nie stanowi to dla mnie szczególnego problemu. Nabrałem już odpowiedniego doświadczenia. Oczywiście, gdy stajesz na scenie wszystko odbiera się nieco inaczej i właśnie dlatego muszę być maksymalnie skupiony. Co mnie dodatkowo dopinguje to fakt, że naprawdę wielu ludzi sądzi, że nie będziemy w stanie grać swojej muzyki w składzie trzyosobowym, ale prawda jest taka, że jesteśmy i zrobimy to. Nie mamy innego wyjścia, hehe.
Po jaki krążek sięgałeś najczęściej w ostatnim czasie?
Ostatnio często słuchałem ostatniego albumu Saxon. Płyta właściwie nie wychodzi z mojego samochodowego odtwarzacza i jest po prostu świetna. Znasz ją?
Tak i muszę przyznać, że to naprawdę dobry album. Z drugiej strony trochę mnie to smuci, bo zawsze z trójki Judas Priest, Saxon, Iron Maiden najbardziej lubiłem tych ostatnich, a tymczasem to właśnie oni w chwili obecnej nagrywają najsłabsze płyty.
Rozumiem. (śmiech)
Nie jest to chyba właściwy moment, żeby rozpaczać nad losem Iron Maiden, hehe. Trochę się nam rozmowa przeciągnęła, więc już na sam koniec chciałbym cię prosić o kilka słów specjalnie dla naszych czytelników.
Communic to nowa nazwa, ale mam nadzieję, że znajdzie się kilka osób, które zainteresują się naszą płytą. Liczymy też, że w niedalekiej przyszłości uda nam się do was przyjechać na jakiś koncert.
No cóż, jeśli dalej będziecie koncertować z zespołami pokroju Graveworm, myślę, że szanse na taki koncert będą całkiem spore.
Wywiad przeprowadził Marcin Książek.
Heavy Metal Pages 3 (23) 2005
|